Gdzie to napięcie?

0
85

Powieści Jo Nesbo z Harrym Hole zna chyba każdy miłośnik kryminałów, szczególnie jeżeli upodobał sobie chłodne klimaty skandynawskie. Dlatego po ekranizacji sporo sobie obiecywaliśmy. Zwłaszcza, że zwiastun rozbudził apetyty, a i nazwiska reżysera (Tomas Alfredson – twórca bardzo ciekawego „Szpiega”) czy obsady (Michael Fassbender, Charlotte Gainsbourg i J.K. Simmons), dawały nadzieję, że Hollywood nie zepsuje takiego materiału.

Ale wiecie co? Nie sądziłem, że z dwóch godzin seansu, w którym Harry Hole gania psychopatycznego mordercę kobiet, najbardziej zapamiętam ładne pejzaże. O tak – twórcy zadbali o to by pokazać nam, że Norwegia może i jest krajem zaśnieżonym, surowym, ale jakże pięknym. Tyle że to trochę dziwne, gdy podczas ważnych wydarzeń, gdy napięcie powinno sięgać zenitu, skupiasz się na podziwianiu widoczków.

O ile były już przykłady tego, że Amerykanie potrafią wczuć się w specyficzny klimat skandynawskich kryminałów, to tym razem czegoś ewidentnie zabrakło. Choćby nie wiem jak Fassbender się nie wysilał, to jakichś większych emocji z nas nie wykrzesa. I nie chodzi tu nawet o powolność rozkręcania się akcji, ale raczej o to, że ta historia jest dość schematyczna, nie klei się tak jak powinna.

Psychopata mordujący kobiety zawsze, gdy spadnie śnieg, pozostawiający jako swój znak rozpoznawczy smutnego bałwana, dotąd był nieuchwytny, ale najwyraźniej przeniósł się w okolice Oslo, a tu działa przecież legenda detektywistyczna, czyli Hole. Co z tego, że w rozsypce, zapijaczony i nie do współpracy. Dajcie mu sprawę i szybko się pozbiera. Jakie to proste, prawda? Różnych dziwnych scen, które są tu kompletnie niewykorzystane lub też niemające logicznego uzasadnienia jest tu całkiem sporo i to jest chyba podstawowy zarzut dla tego filmu. „Pierwszy śnieg” to jedynie średniak, bez jakiegoś większego napięcia i bez chemii z widzem. Oglądasz i zastanawiasz się: i to ma być Nesbo? Gdzie ten klimat? Gdzie zwroty akcji i te obgryzane paznokcie w trakcie lektury? Następnym razem albo Amerykanie się przyłożą, albo lepiej niech zostawią tego autora Skandynawom, przekazując im do wykorzystania swój budżet. Założę się, że zrobiliby to lepiej.

 

Tekst: Robert Frączek, www.notatnikkulturalny.blogspot.com

 

Zapisz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here