No i kolejny kryminał. Jeden kończę, kolejny zaczynam. I mimo pewnych schematów jakie dostrzegam, na szczęście nudy nie czuję – może mam szczęście do tytułów, w których coś jeszcze potrafi mnie zaciekawić lub zaskoczyć?

W „Stróżu krokodyla” na pewno podobał mi się początek – oto ginie zamordowana brutalnie młoda dziewczyna. Ktoś w jej własnym mieszkaniu zaatakował ją i jeszcze za życia okaleczył jej nożem twarz, wycinając jakiś wzór. Nie widać większych śladów walki, włamania, więc musiała znać napastnika, niestety poza niewielkimi drobiazgami morderca potrafił świetnie zatrzeć za sobą wszystkie ślady. Robi się ciekawie, gdy policja dowiaduje się, że identyczny schemat napaści na młodą dziewczynę opisała kilka tygodni wcześniej właścicielka kamienicy, próbując swoich sił w pisaniu kryminału.

Sprawą zajmuje się ciekawa para policjantów: Jeppe Korner i Anette Werner. Zaprzyjaźnieni, dobrze się uzupełniający, ale i nie pozbawieni wad, wkurzający się na siebie nawzajem i mający ochotę się pouczać. No bo przecież on mógłby trochę się ogarnąć po odejściu żony, wciąż jakieś prochy by się wysypiać, zadbać o wygląd, może rozejrzeć się za kimś nowym, a ona przecież mogłaby przestać się obżerać, bo mimo szczęśliwego związku prędzej czy później może pożałować swojego trybu życia. To iskrzenie między nimi, wyczuwanie tego co się dzieje w życiu prywatnym partnera, tworzy fajną otoczkę wokół śledztwa. I choć na pierwszym planie jest Jeppe Korner, to bez jego towarzyszki, dużo bardziej impulsywnej, to śledztwo nie byłoby takie samo.

A nie idzie ono tak jak by tego chcieli. Już prawie mają sprawcę, a tu okazuje się że bardziej pomylić się nie mogli, szukają odpowiedzi w przeszłości, ale nie wiedzą wszystkiego, bo jak się okazuje całkiem sporo osób ma tu coś do ukrycia…
Sprawnie napisane, bonusem na pewno jest ciekawy kawałek psychologiczny dotyczący traum z dzieciństwa, odrzucenia, ale do kwestii społecznych skandynawscy pisarze trochę nas przyzwyczaili. Akcja dopiero pod koniec przyspiesza, to nie jest jednak jakiś problem. Nawet jeżeli ciężko się z początku wgryźć w fabułę, to z każdym rozdziałem jesteśmy coraz bardziej ciekawi tego co dalej.

Książka zdaje się, że będzie początkiem serii, komu więc podpasuje para bohaterów, będzie miał okazję śledzić dalsze ich sprawy. Choć nie będzie to pewnie mój ulubiony kryminał ostatnich miesięcy (za dużo ich czytam), to jestem na tak.

Tekst: Robert Frączek, www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto: Ewa Milun-Walczak, www.miluna.pl

Redakcja Notatnika Kulturalnego dziękuje Hotelowi St. Bruno w Giżycku za udostępnienie idealnych warunków do opracowania książkowego wpisu. Polecamy! www.hotelstbruno.pl