W ekstazie i w chaosie

0
82

Nie jestem w stanie nawet wskazać kategorii gatunkowej tego obrazu, tak jest inny od wszystkiego co możemy oglądać na ekranach naszych kin. Bo też jak go nazwać: psychodeliczny horror pełen tańca?

Gaspar Noe wciąga nas w hipnotyczny, destrukcyjny maraton, w którym nie ma jakiejś spójnej fabuły, raczej ciąg scen, coraz bardziej przerażających.
Kolorowy, pełen energii, sensualny początek, gdy grupa tancerzy pracuje nad swoim kolejnym spektaklem, a potem pogrążamy się coraz bardziej w szaleństwie, gdzie już nikt nad niczym nie ma kontroli.

A to wszystko trochę w teledyskowej formule, dynamiczne, pocięte, chaotyczne, podkreślone jeszcze nieustannym rytmem muzyki wypełniającej cały budynek. Nie da się uciec od niej, od innych, od siebie samego, nie ma wyjścia z tej sytuacji, bo ktoś zablokował im możliwość opuszczenia tego miejsca. To nie jest tak, że wszyscy mieli ochotę się naćpać, spędzić noc na haju, ktoś dodał czegoś do ponczu i nawet jeżeli poczuli na początku, że coś się z nimi dzieje, to potem już nie panowali nad swoimi emocjami, instynktami, zachowaniami. Paranoja, żądze, agresja, sprawiają, że ta noc przemieni się dla nich w koszmar. I nie ukrywajmy: dla widza również.

To nie jest przyjemne do oglądania, ale na pewno jest to coś zupełnie nowego, odważnego. Poprzednie filmy Noego potrafiły szokować przełamywaniem pewnych tabu na ekranie i tym razem jest podobnie. Seansu „Climaxu” trudno zapomnieć. Zmysłowy taniec, erotyka, ekspresja, muzyka i narkotyki wywołują mieszankę wybuchową. Nawet ściany wydają się tu tętnić jakimś szalonym rytmem, żyć, czym wywołują poczucie jeszcze większego szaleństwa. Praca kamery stanowi tu ważny element wpływający na odbiór tego co widzimy, jak się czujemy.

W tytule orgazm, ale to co widzimy bliższe jest autodestrukcji, aktowi samozniszczenia. Widz też nie przeżyje orgazmu, raczej będzie zszokowany. Czegoś takiego na ekranach kin dawno nie było. Chyba jedynie Aronofsky kręci dziś filmy równie odważne, zakręcone, oryginalne. Raptem dwa tygodnie zdjęć, podobno praca bez scenariusza i duża ilość improwizacji, a w efekcie film, który jednych zachwyci, drugich odrzuci. Przeżycie dla odważnych 🙂

I ostrzeżenie. Nie tylko przed narkotykami, ale i trochę przed tym co w tej chwili jest tak modne: wymaganie od tancerzy, aktorów tego by pokazali jak najwięcej, by przełamali wszystkie granice, nie myśląc o konsekwencjach i kosztach. Wszystko dla sławy i bycia zauważonym.

Tekst: Robert Frączek, www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Źródło zdjęć: www.gutekfilm.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here