Zamiast kolęd, coś nastrojowego, zimowego i poetyckiego. Teksty Zagajewskiego, Czechowicza, Moczulskiego, Maja, Frosta, czy samego Turnaua, który stoi też za muzyką, wprowadzą Was trochę w sentymentalne, refleksyjne klimaty. I może właśnie w te dni czegoś takiego warto poszukać?

Nie wiem czy znajdą się tu takie hity jakie kiedyś Panu Grzegorzowi się przytrafiały, ale to pewnie tylko kwestia częstego grania – większość z nich bowiem to naprawdę ładne melodie, wpadające w ucho i takie, które można pokochać. 

A gdy pojawi się dodatkowo głos żeński Doroty Miśkiewicz to już robi się bajkowo. 


11 lat milczenia, ale przecież Grzegorz Turnau raczej nie ma problemu z pomysłami – widać potrzebował trochę czasu, by zebrać materiał, z którego sam byłby zadowolony. Jest trochę ironii, ale i refleksji, jest jakaś intymność, jakby artysta wraz z zespołem nagrali coś specjalnie dla ciebie słuchaczu, odwołując się do twojej wrażliwości. Tym razem tematem przewodnim wydaje się być czas i przemijanie. Ale to nie jest płyta smutna broń Boże. Raczej refleksyjna. 

Muzyka jest tu równie ważna jak słowo, choć to przede wszystkim na tekst zwracamy uwagę najpierw. Ale czy brzmiałby on tak samo, gdyby nie ta melodia, gdyby nie ten fortepian i cała oprawa muzyczna? 


Buja, otula, raduje serce. No po prostu Grzegorz Turnau w swoim niepowtarzalnym stylu. Z wrażliwością dla słowa i muzyki.


Tekst: Robert Frączek, www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto płyty: Ewa Milun-Walczak, www.miluna.pl