Najnowsza premiera w Teatrze Kamienica to kolejna komedia w ich repertuarze, ale przecież nie ma nic w tym złego – jeżeli publiczność kocha takie lżejsze sztuki, a teatr musi sam się utrzymać, musi w jakiś sposób brać pod uwagę gusta publiczności. Na szczęście ich spektakle nie są schematycznymi farsami, w których kilka par wciąganych jest w komedię pomyłek, zawsze można odnaleźć w nich jakąś świeżość, pomysł, temat, który oprócz dialogów i gry aktorów będzie nas bawił.

W „Tresowanym mężczyźnie”, tekście Johna von Duffela na motywach bestsellera Esther Vilar „Der dressierte Mann”, twórcy bawią się schematami postrzegania płci, rolami w związku i przemianami jakie następują w tym względzie. Coraz częściej zdarza się przecież, że młodzi żyją ze sobą bez ślubu, dlatego że tak im wygodnie, ale bez nacisku na to, że to pewno relacja do końca życia. Dla kogo to jest wygodne i czy wszyscy z takiego modelu są zadowoleni? Choć przecież wydaje się, że to idealna sytuacja dla mężczyzny, który nie czuje się do końca odpowiedzialny i w razie trudności może zwinąć manatki, to przecież młode kobiety, pozując na wyzwolone i nowoczesne twierdzą, że nic im w takim układzie nie brakuje. Tylko czy aby na pewno.

Sebek (Adam Serowaniec) wychowywany był przez matkę (Justyna Sieńczyłło) w duchu równouprawnienia, bez problemu więc przyjmuję różne pomysły swojej przebojowej ukochanej Heleny (Marta Chodorowska). On się dobrze czuje w domu, gotując dla niej i czekając na jej powrót z kolacją. Ale co się stanie gdy jego poczucie wartości zostanie zniszczone w proch, bo stanowisko na które liczył dostanie właśnie ona. Nie szkodzi że i tak uważał ją za świetną specjalistkę w negocjacjach z firmami, teraz ważny jest fakt, że będzie ona zarabiać dziesięć razy więcej od niego. Cały związek może lec w gruzach przez to że nie potrafią otwarcie komunikować swoich uczuć i potrzeb oraz słuchać się nawzajem.

Początek sztuki może wydawać się nijaki, ale gdy do akcji wkraczają mamy obojga, zaczyna się jazda bez trzymanki. Tak różne od siebie, na pewno w wychowywaniu swoich pociech nie idealne, ale jednak jakąś mądrość życiową i doświadczenie mają i młodym mogą sporo pomóc. Wojująca feministka oraz kobieta żyjąca wygodnie w kolejnych związkach z coraz bogatszymi mężami, wiedząca jak wykorzystać swoją kobiecość, nawet jeżeli ma udawać głupszą niż naprawdę jest (rewelacyjna Katarzyna Kwiatkowska jako mama Heleny) zabierają się za ratowanie ich relacji.

Większość ich porad idzie w stronę manipulowania emocjami faceta, który przecież lubi czuć się głową rodziny, odpowiedzialnym, silnym i męskim, kobiety więc nie powinny im do końca tego odbierać, bo niszczą w ten sposób dużą pulę zasobów jego motywacji by się starać w związku, a nie jedynie z niego brać. Tresowanie nie jest więc poniżaniem, a raczej manipulacją zabawą w łączenie partnerstwa w związku jednak z odrobiną tradycyjnego podejścia do ról. Stawianie wszystkiego na głowie okazuje się, że nie zawsze wszystkich uszczęśliwia, a skoro ewidentnie przez to faceci czują się zagubieni i nie potrafią sprostać oczekiwaniom, to czemu nie skorzystać z doświadczeń poprzednich pokoleń?

Niesie ten spektakl przede wszystkim duet Funi i Koci (Sieńczyłło i Kwiatkowska), to one sprawiają, że śmiejemy się nie tylko w trakcie spektaklu, ale i jeszcze po wyjściu z teatru. Ich każdorazowe wyjście z lodówek (sami się przekonajcie cóż to za oryginalny pomysł na scenografię) podkręca atmosferę. Ale młodzi też myślę, że się „dotrą” – w końcu jesteśmy dopiero po premierze, a wyczuwając reakcje widowni ten spektakl ma w sobie spory komediowy potencjał.

Może nie będzie to moja ulubiona komedia w Teatrze Kamienica (uwielbiam np. „Jak się kochają w niższych sferach”, ale bawiłem się całkiem nieźle.

Tekst: Robert Frączek, www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto: www.teatrkamienica.pl