Zaczynamy dzień od kawy i może do tego rogalik z czekoladą (podobno najsmaczniejszy jest maczany w cappuccino). Po długiej nocy spędzonej z przyjaciółmi, nie ma co zbyt wcześnie się zrywać, ot tak w sam w raz, żeby po wyjściu z domu z przyjemnością usiąść w jakiejś kafejce w pełnym słońcu (albo w cieniu – co kto lubi). Możemy troszkę popracować, ale tak nie za długo, bo przecież trzeba mieć czas na zjedzenie obiadu, potem sjesta, czas na załatwianie różnych spraw, wreszcie szaleństwo wieczorne, kolacje, biesiadowanie, imprezy…

Wino, piwo, drinki, co kto tam lubi, wiadomo, że alkohol jedynie w niewielkich ilościach, ot tak dla smaku, żeby nie odebrał przyjemności z jedzenia. A to jedzenie… Ech…

Na początek może panelle, placki z ciecierzycy, plastry surowej szynki z mozzarellą,  sfincione, arancini di riso, cukinia nadziewana ricottą, marynowane anchois z pomarańczami, strozzapreti z truflami i grzybami, ser provolone zapiekany ze śliwkami. Potem możemy spróbować różne pizze, polenty, na stół wjadą pasta alla gricia, penne all’arrabbiata, smażone owoce morza, fettuccine z okoniem, maltagliati z borowikami. A na deser może jeszcze lody zabajone, sassata, rurki z kremem cannolo, granita z podwójną śmietaną, czekoladowy tort z kremem mascarpone. Od samego czytania człowiekowi ślinka leci.

No tak, powiecie: cały facet. Książka o miłości, a on o jedzeniu nawija. Ale co ja na to poradzę, że ta radość życia – słońce, wakacje, piękne miejsca, jedzenie, czas spędzany z przyjaciółmi poza domem, był tu dla mnie na pierwszym planie.

Jest oczywiście i miłość. I ta troszkę mniej szczęśliwa – bohater cały czas przeżywa rozstanie z poprzednią ukochaną, ale mamy i budzące się nowe uczucie. Rozważając przyczyny zakończenia poprzedniego związku, Nicco, trochę pogrążył się w depresji, ale jego przyjaciel Gruby (mimo wyglądu niedźwiedzia, podrywacz pierwszej klasy) poruszy niebo i ziemię, by obudzić w nim nową energię. Jak najlepiej to zrobić? Oczywiście jego zdaniem: klin klinem, brać, rwać, podrywać i korzystać z chwili. A nowo poznane turystki z Polski – Ania i Paulina to wymarzone obiekty do podboju. Bariera językowa okazuje się, że nie jest przeszkodą, ale raczej zwiększa zainteresowanie obu stron.

Może to i mało wyszukane, chwilami trochę drażnić może bezpośredniość i łatwość z jaką przechodzi się od kolacji do łóżka, ale autor zadbał też o to by wrzucić jednak tam troszkę romantyzmu i delikatności. Chwilami może jest odrobinę sztucznie albo zbyt sentymentalnie, ale w końcu to nie jakieś arcydzieło, ale lekka, relaksująca powieść do poczytania w wolnej chwili. Przy okazji między tymi porywami serca i miłymi chwilami spędzonymi we dwoje (a tłem jest nie tylko Rzym), można znaleźć kilka refleksji i ładnych cytatów.

Zastanawiające jak niemłody już przecież Federico Moccia zdobył sukces swoimi książkami (chyba wszystkie były przenoszone na ekran), opisując perypetie dużo młodszych bohaterów. Tu nie chodzi o zwykłe romansidła, ale pewną umiejętność oddania stanu ducha, wahań, obaw, nadziei i tego szaleństwa, tak charakterystycznego dla młodych. Zgrabnie wplecione w tekst różne przemyślenia, pewnie trafią do niejednego notesiku z aforyzmami.  Jak choćby coś takiego:

Miłość składa się właśnie z takich drobiazgów, czasami pozbawionych sensu, które wzbudzają śmiech lub niedowierzanie, a w danej chwili są dla nas najpiękniejsze. Miłość to te z pozoru nic nieznaczące wiadomości, które jednak mówią wszystko, i kiedy dostajesz je codziennie, nie zwracasz na nie uwagi, ale kiedy zaczyna ci ich brakować, stają się obsesją.

Na plus ten włoski klimacik (nie tylko jedzenie). Aż chce się jechać. Już. Natychmiast. Żeby pospacerować po tych uliczkach, posmakować tej atmosfery, tego jedzenia, spotkań z ludźmi. Pewnie bardziej spodoba się młodszym czytelnikom – dla nich wspominane utwory muzyczne, ludzie, albo choćby decyzje bohaterów będą bardziej czytelne.

PS Mężczyznom naprawdę czasem trzeba przypominać o tym, by mówili o swoich uczuciach, ale tym razem chyba jednak Nicco okazuje się wyjątkowo mało pojętny. Cóż, może jednak Ania go czegoś nauczy (bo ma być podobno ciąg dalszy ich związku w kolejnej powieści).

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu MUZA i firmie Business and Culture.

Tekst: Robert Frączek www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto: Ewa Milun-Walczak www.miluna.pl

Zapisz