Byliśmy na „Czerwonym Żółwiu”. Film obejrzeliśmy w Kinotece, w kameralnej sali nr 6, co już na starcie nadało klimat seansowi. Nie zamęczono nas reklamami, co też było miłe. Tyle w temacie fizycznego przygotowania do odbioru.

Czerwony żółw to bardzo ładnie opowiedziana historia. Chwila po chwili animacja wciągała nas w swój świat, swoją legendę, opowieść. Było sporo już sprawdzonych motywów. Był rozbitek, była wyspa, była tratwa, słodka woda na wyspie. Pocieszne pingwiny z Madagaskaru zastąpiły ciekawskie kraby. Były też dramatyczne chwile, pusta butelka bez listu przyniesiona przez fale. Była przede wszystkim historia pobudzająca wyobraźnię, zaglądająca do duszy a nie tylko romantycznych uniesień i trzymania się za rękę.

Kim jest Czerwony Żółw? Pochodzi z mitów, z chorej wyobraźni czy może pośmiertnej wizji? A może to oceaniczny anioł stróż, przewodnik między światami. Zajrzyjcie na seans i poszukajcie własnej odpowiedzi. Warto obejrzeć, zwolnić i zanurzyć się w miejsca, w których możemy spotkać przyjazne żółwie, dusze.

Tekst: Mariusz Walczak www.osobapostronna.blogspot.com
Źródło kadrów z filmu: www.gutekfilm.pl

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułHunt!
Następny artykułSicilian message

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here