Ta publikacja ma instrukcję obsługi. Zgodnie z wytycznymi nie można przeczytać całości w jeden dzień. To trochę jak recepta ze wskazaniami od lekarza – maksymalnie dwie opowieści dziennie, może się zdarzyć, że będą skutki uboczne.

„Modlitwa żaby” to zbiór krótkich opowiadań, anegdot, żartów pochodzących z różnych kultur i religii. Z każdego tekstu można wydobyć coś dla siebie, na dany dzień, na dany etap, sytuację. Jest duże prawdopodobieństwo, że kilka trafi indywidualnie wprost w nas, przyniesie rozwiązanie albo temat do szerszego przemyślenia, refleksji, zmiany postawy, próby poprawy siebie.

Opowieści poukładano w rozdziałach: Modlitwa, Świadomość, Religia, Łaska, Święci, Moje „JA”, Miłość, Prawda, Wychowanie, Autorytety, Duchowość, Natura ludzka, Relacje międzyludzkie, Służba, Oświecenie. W każdym znajdziecie po kilkanaście krótkich tekstów, które potrafią wartościowo uzupełnić kolejny dzień.

Zabiegani, zapracowani, wciąż gdzieś spóźnieni? Może to dobre, książkowe rozwiązanie dla Was, te 3-5 minut na trening koncentracji, skupienia na ciekawym, często żartobliwym tekście. Dzieło De Mello, to nie nudna lekcja, to raczej szansa na codzienne spotkanie z ulubionym nauczycielem, który potrafi świetnie do nas dotrzeć, podzielić się cenną wiedzą ale i rozbawić. Spotkanie, które często nie daje bezpośredniej odpowiedzi – to my po przeczytaniu mamy szansę aby ją znaleźć, podrążyć u siebie, może chwilę później na nią wpaść.

Pewnie pojawią się odbiorcy, którzy zerkając na tytuł książki i część rozdziałów od razu dostaną wysypki. Zebrane urazy do kościoła, lekcji religii warto w tym przypadku odstawić na bok. Autor przez wielokulturowe podejście, znalazł wg mnie idealne rozwiązanie na wejście do każdego. Aby z niego dobrze skorzystać warto poszukać w codziennym grafiku chwili na prywatne skupienie.

Swoją pierwszą podróż z „Modlitwą żaby” zakończyłem dziś rano. Pouczająca, ciekawa wyprawa trwała kilka miesięcy. W jej trakcie wybranymi tekstami dzieliłem się ze znajomymi m.in. w społecznościówkach. Wiem, że niektórych zachęciły do sięgnięcia po ten tytuł, do przekazania książki komuś w prezencie. Trzy wybrane teksty zacytuję także tutaj – to jedne z tych, które otrzymały moje wyróżnienie. Teraz przepakuję się, zrobię chwilę przerwy i za jakiś czas ponownie ruszę w drogę z tą samą książką, nauczycielem. To będzie ta sama trasa, ale z pewnością odkryję znów coś nowego, godnego polecenia. Wam także życzę szerokiej drogi z opowiadaniami Anthonego de Mello.

Mistrz traci krytyka

Był raz rabin czczony przez ludzi jako boży człowiek. Nie było dnia, żeby tłum ludzi nie stał u jego drzwi, szukając rady albo uzdrowienia, albo błogosławieństwa tego świętego człowieka. I za każdym razem, kiedy rabin przemówił, ludzie chciwie słuchali, chłonąc każde jego słowo.

Był jednak wśród słuchających nieprzyjemny człowiek, który nigdy nie przepuścił okazji, żeby sprzeciwić się mistrzowi. Zauważał słabości rabina i wyśmiewał jego wady ku przerażeniu uczniów, którzy zaczęli na niego patrzeć jak na diabła wcielonego.
Otóż pewnego dnia ów „diabeł” zachorował i zmarł. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Byli zadowoleni, że ożywcze pogadanki mistrza nie będą już zakłócane, a jego zachowanie nie będzie krytykowane przez tego heretyka.

Tak więc ludzie byli zdziwieni, widząc mistrza pogrążonego w prawdziwym smutku na pogrzebie. Kiedy uczeń zapytał go później, czy opłakuje wieczny los zmarłego, rabin powiedział:

– Nie, nie. Dlaczego miałbym opłakiwać naszego przyjaciela, który jest teraz w niebie? To ze względu na siebie się smucę. Ten człowiek był jedynym przyjacielem, jakiego miałem. Tutaj jestem otoczony przez ludzi, którzy mnie czczą. On był jedynym, który rzucał mi wyzwania. Obawiam się, że gdy jego zabrakło, przestanę wzrastać.

Mówiąc te słowa, mistrz wybuchnął płaczem.


Publiczność była do niczego

Gdy angielski dramatopisarz Oskar Wilde przybył wieczorem do swojego klubu, po obejrzeniu sztuki, która okazała się kompletną klapą, ktoś spytał:
– Jak dziś udała się twoja sztuka, Oskarze?
– Och – rzekł Wilde. – Sztuka odniosła wielki sukces. Niestety, publiczność była do niczego.

O rany, ale pohuśtaliśmy tym mostem

Słoń oddalił się od stada i uciekając, przebiegł przez mały drewniany most zawieszony nad wąwozem.
Stara, zniszczona konstrukcja drżała i skrzypiała, ledwie wytrzymując ciężar słonia.
Gdy już bezpiecznie stanął po drugiej stronie, pchła, która mieszkała w uchu słonia, zawołała z ogromnym zadowoleniem:
– O rany, ale pohuśtaliśmy tym mostem.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Modlitwa Żaby”

Tekst: Mariusz Walczak
Foto książki: Ewa Milun-Walczak, www.miluna.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here