Charlie English relacjonuje kolejne wyprawy w poszukiwaniu mitycznej stolicy wielkiego królestwa, miasta leżącego na ważnych szlakach handlowych, nad rzeką której przebieg próbowano po raz pierwszy nanieść na mapy, a w cytowanych przez niego sprawozdaniach coraz częściej pojawiał się ciekawy wątek: wyjątkowe umiłowanie do tekstów pisanych wśród mieszkańców tej krainy. Do naszych czasów przetrwało ich zadziwiająco wiele, nie tylko jednak w zbiorach zaopiekowanych przez państwo, ale również w prywatnych domach, przekazywane z pokolenia na pokolenie. To właśnie te manuskrypty znalazły się w zagrożeniu, gdy w wyniku walk w Mali, region a wraz z nim również Timbuktu zajęli dżihadyści. Ich rządy to chaos, niszczenie dawnych struktur i jedynie jeden cel: utworzenie państwa, w którym wszyscy będą rygorystycznie przestrzegać Koranu.

Nieważne są dotychczasowe tradycje, zwyczaje, również pamiątki przeszłości i zabytki nic nie znaczą. Im bardziej interesuje się nimi świat, np. Unesco, tym bardziej oni chcą je zniszczyć, nie chcąc nic co może podobać się Europie i Ameryce. Każde odstępstwo może być surowo karane, a mimo wartości historycznej i kulturalnej (nawet dla Islamu), przedmioty mogą być niszczone jako okazja do bałwochwalstwa – jedynie Bóg zasługuje na pamięć i uwagę. Skoro niszczone były mauzolea, zbiory biblioteczne były równie mocno zagrożone.

Ci którzy mieli kontakt z manuskryptami znali jednak ich wartość i za wszelką cenę chcieli je ratować. Prosząc gdzie się tylko da o fundusze, organizowali transport z zagrożonego miasta najpierw niewielkich ilości, a potem na całkiem sporą skalę. Przygotowanie i zaangażowanie dziesiątek ludzi, opracowanie tras, metod pakowania, przewozu, kontroli bezpieczeństwa – to wszystko naprawdę przypomina film sensacyjny. A przecież zajęli się tym ludzie, którzy nigdy takimi rzeczami się nie zajmowali, teraz niejednokrotnie ryzykując życie. Niemal całe zbiory w cudowny sposób zostały uratowane, a obecnie podlegają analizie i pracom konserwatorskim.

Nikt nawet dokładnie nie wie ile ich jest (szacunki mówią o kilkuset tysiącach), czy wszystkie mają równie wielką wartość. I tu kolejny plus dla autora – nie przyjmuje na wiarę wszystkich relacji, oddaje szacunek dla bohaterstwa ludzi takich jak Abdel Kader Haïdara, ale i wskazuje pewne wątpliwości i pytania pojawiające się przy okazji tej ich słynnej akcji. Jeżeli rosną rachunki, a do końca nie można nawet doprecyzować zakresu prac, ich trwania i końca, są one przecież naturalne i warto by było je wyjaśnić.

Jedyna chyba trudność przy tej wciągającej lekturze, to spora ilość nazwisk, postaci, które się tu przewijają, a które trudno czasem ogarnąć. Toż to reportaż z taką bibliografią, że ze świecą szukać równie starannie opracowanej książki w ostatnich latach.

Tekst: Robert Frączek, www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto: Ewa Milun-Walczak, www.miluna.pl