Powoli opadają we mnie emocje Oscarowe, pewnie będę w lutym pisał o tym czego nie zdążyłem zobaczyć lub opisać. Poza podwójnym nominowaniem i nagradzaniem dla Parasite, jestem raczej zadowolony. I wygrzebując się z notek filmowych wracam wreszcie do książek. Czytam sporo, ale niestety równolegle, co potem wydłuża finalizację spotkania z danym tytułem (bo akurat pod ręką inny). I staram się, żeby zawsze na tapecie był jakiś reportaż. Te z serii Mundus się kilkukrotnie sprawdziły.

„Tokio. Biografia” też nie rozczarowała, choć spodziewałem się chyba czegoś troszkę innego – więcej współczesności, ludzi, problemów społecznych, wyjątkowych rozwiązań. Tymczasem najwięcej jest tu historii, a w gęstej sieci wydarzeń trochę gubi się samo miasto z jego tkanką, granicami, zmianami. Topografia, geologia, różne kataklizmy pojawiają się, znikają, władze raz stawiają na reformy, to znów od nich odchodzą, a to wszystko wpływa w ogromny sposób na to jak wygląda życie w mieście.

Mansfield zebrał ogromną ilość danych, więc wyróżnić w tym tekście jakieś charakterystyczne punkty odniesienia wcale nie jest łatwo, a całości się nie zapamięta. Nie wiem czy komuś znającemu miasto byłoby łatwiej. Zabytki, jakieś charakterystyczne cechy Tokio, ważne dla kraju postacie, przelatują niczym w kalejdoskopie. I to chyba mój jedyny problem z tym reportażem – to nie jest lekka gawęda, z której wiele informacji byś zapamiętał, cieszył się, że klocki jakie układasz są znajome i łatwo ci z nimi idzie.

W momencie gdy przestałem próbować zapamiętywać wszystko, sprawdzać czy zdjęcia jakoś odnoszą się do budynków wspominanych w tekście, wreszcie zacząłem mieć frajdę z lektury. Od początków czegoś co było zabudową dla możnych wokół pałacu, przez kolejnych szogunów, do współczesności droga daleka. Edo przez długi czas tkwiło w dużej izolacji, jego rozwój był związany z wpływami zewnętrznymi, ale czy ktoś mógłby spodziewać się że to miasto stanie się największą metropolią świata? Niewiele jest chyba miejsc, które by się podnosiły tyle razy z różnych klęsk, by szybko znowu się rozwijać i to z jeszcze większym rozmachem. Szeroki kontekst historyczny pokazuje jak odgórne plany i wizje, konfrontowały się z napływem ludzi, ich potrzebami i możliwościami oraz czynnikami naturalnymi wynikającymi ze specyficznego położenia.

Mamy więc sporą dawkę historii, odrobinę polityki, różne warstwy społeczne i uwarunkowania, które do dziś wpływają na miasto (czyli np. wielkość mieszkań), klęski i próby wyciągania z nich wniosków, a do tego np. domy uciech, nacjonalizm, miejsca handlu, czy problemy z wodą pitną. Masa detali, ciekawostek i dopiero gdy dojdziemy do XX wieku łapiemy się na refleksji, że autor jednak nie pokazuje nam całej mapy czynników, próbuje je wybierać, bo inaczej książka miałaby nie 250, a z 1000 stron. Dla tych, których mało jest oczywiście spora bibliografia. Nie czułem wielkiego niedosytu, ale przyznam że chciałbym więcej – zdjęć, współczesności, wytłumaczenia różnych zmian bardziej szczegółowo (np. różnic między dzielnicami).

Przeczytałem z ciekawością, teraz chętnie bym porównał to z jakąś inną pozycją na temat Tokio i Japonii.

Tekst: Robert Frączek, www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto: Ewa Milun-Walczak, www.miluna.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here