Zapraszam na spotkanie z książką, którą trudno jednoznacznie zakwalifikować – nie jest to typowa książka dla dzieci, choć mnóstwo w niej obrazków, a tekstu mało. Nie jest to też komiks, mimo że sporo tu okienek, a akcja przeskakuje z obrazka na obrazek. Ta książka przypomina album z malarstwem, ale opowiada historie. Od zawartych w niej ilustracji trudno się oderwać, a jeszcze trudniej przestać o nich myśleć. Poznajcie „Zgubione znalezioneˮ Shauna Tana.

„Zgubione znalezioneˮ to trzy rysunkowe opowieści: ciekawe, wciągające, pełne szczegółów, zmuszające, by się na chwilę zatrzymać, zastanowić, zadziwić. Obrazy Shauna Tana są metaforyczne, nierealne, fantastyczne, szczegółowe, surrealistyczne, pełne zagadek. Nie są to typowe słodkie, kolorowe i śliczne obrazki w książkach dla dzieci. Historia zaklęta w kreskach kotłuje się od emocji, czasami bawi, czasami przestrasza, czasami zasmuca, ale na pewno nie jest to oczywiste i banalne odwzorowanie świata. Mnóstwo tutaj dziwnych bohaterów, zaczarowanych miast jak ze snu, postaci wyłaniających się z mroku. Dzieci, które tak świetnie wychwytują nasze nastroje i humory, błyskawicznie odczytują tę książkę i bijące z niej emocje, wyłapują wszystkie szczegóły, odnajdują nadzieję. Warto z nimi do takich książek zaglądać i otwierać na inne wrażenia i inną estetykę.

Trzy opowieści. Trzy krótkie teksty. Trzy różne style ilustracji, które tak dobrze ze sobą współgrają.

Na początku „Czerwone drzewoˮ, opowieść o smutku i depresji, o szukaniu sensu.

Niektóre dni od początku nie zapowiadają niczego dobrego. Jest źle i robi się coraz gorzej. Ogarnia cię mrok. Nikt cię nie rozumie. Świat jest jak bezduszna maszyna. Nie ma sensu ani przyczyny.

Niełatwy początek, jak na książkę, dlatego warto towarzyszyć w niej dziecku. Szara dziewczynka, szary pokój, szare miasto samotnych ludzi. Czyż nie tak postrzegamy smutek? Wędrówka przez smutek nie jest prosta, ale to moje dziecko pierwsze znalazło na obrazkach coś, co daje nadzieję.

Piotruś najbardziej lubi „Zgubęˮ, środkową opowieść o dziwnym zagubionym stworku. Tak, tak, to ta dziwna czerwona garnkowata istota z okładki. Na plaży znalazł go pewien chłopiec, szukając kapsli.

Przyglądałem się jej przez dłuższy czas. Wiesz, było w niej coś dziwnego – wyglądała na smutną, zagubioną. Nikt inny najwyraźniej jej nie zauważał. Pewnie wszyscy byli zbyt zajęci tym, co się robi na plaży.

W „Zgubieˮ to dzieci są najlepszymi obserwatorami, to one dostrzegają więcej, choćby kątem oka, to przed nimi świat odkrywa swoje warstwy i tajemnice. Mój syn z zapamiętaniem tropił szczegóły miasta, w którym tak łatwo się zagubić. Plątanina rur, kabli, dróg. Tyle urządzeń, dachów, znaków, informacji. Kilka warstw rysunków przenikających się i wpływających na siebie nawzajem. „Zgubaˮ to dla mnie opowieść o uważności i otwartości, którą często tracimy, dorastając, mimo że często wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy.

W ostatniej opowieści spotykamy króliki. Nie są to jednak puchowe śliczne stworzonka, które chrupią mlecz i uroczo ruszają noskiem. Króliki Tana to najeźdźcy, wrogowie, niszczyciele. Ta historia jest chyba najbardziej oczywista i „politycznaˮ. Autor tekstu, John Marsden, sięga do historii Australii, ale opowieść może być interpretowana jako zderzenie starego z nowym, nowoczesności i tradycji, natury i techniki. Mogłabym wymieniać wiele takich opozycji. Opowieść o zniszczonym świecie robi wrażenie – tym większe, że na odpowiedź, co dalej, ciągle wszyscy czekamy. Przyszłość stoi otworem.

„Zgubione znalezioneˮ to zaproszenie do świata wyobraźni. Mimo że Tan na końcu książki wyjaśnia, o czym są jego historie, warto dać sobie czas na ich kilkukrotne obejrzenie, dać się poprowadzić obrazom i emocjom. Przeczytajcie interpretację autora dopiero, gdy już trochę pobędziecie z tą książką, bo może okazać się, że dla was są to historie o czymś całkiem innym. Zajrzycie do Tana, gdy znajdziecie jego książki w księgarni i nie bójcie się oglądać z dziećmi „innychˮ książek.

Shaun Tan, Zgubione znalezione, tł. Jacek Drewnowski, Kultura Gniewu 2013

Tekst: Magdalena Koziarek, www.synkowe-czytanie.blog.onet.pl
Foto: Ewa Milun-Walczak, www.miluna.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here