Na stosie kolejny tytuł tego autora, czyli „Zastrzelić, zadźgać i otruć”, nie ma co więc dłużej odkładać notki o pierwszym jego wydawnictwie. Książka bardzo specyficzna, nie tylko ze względu na dość makabryczny temat, ale i sposób opowiadania.

To taki bryk, przewodnik, pełen różnych historii i anegdot, ale daleko mu do encyklopedycznej szczegółowości, czy też do popularyzatorskiej zwięzłości analizy i komentarza. Niby styl opowiadania jest swobodny, brak jednak trochę w tym wszystkim autora, jakiegoś bardziej emocjonalnego czy osobistego tonu. Ot, zebrał z różnych archiwów ciekawostki, pogrupował je według sposobu zadawania śmierci i bólu, okrasił to ilustracjami i już. Tymczasem aż by się prosiło o oddzielenie od siebie tortur celem wydobycia zeznań, od publicznych egzekucji, które miały zupełnie inny cel. Ciekawie też by było przyjrzeć się od strony psychologicznej temu jakie emocje wzbudzały takie pokazy – same anegdoty na temat reakcji ludzi to trochę mało.

Nie ukrywam, że mam więc niedosyt. Czyta się to dobrze, ciekawostek mało znanych całkiem sporo, dobrze dobrane ilustracje, a jednak chciałoby się jeszcze więcej.
Przechodzimy od starożytności i metod bardzo krwawych, przez średniowiecze i widowiska organizowane przez władze, aż po bardziej „humanitarne” sposoby zadawania kary śmierci. Dziś w wielu miejscach odchodzi się od takich wyroków, uważając je za zbyt okrutne
(i słusznie zauważając, że w przypadku pomyłki sądu nie ma możliwości cofnięcia błędu), ale autor też nie zatrzymuje się jakoś nad prawami człowieka i historią ruchu walczącego o zniesienie kary śmierci. To co warto też podkreślić, skupiony jest głównie na Europie, ale może to ze względu na większą ilość dostępnych źródeł. Trudno pewnie w świecie arabskim znaleźć relacje z tego typu egzekucji, bo raczej cenzura by szybko się nimi zajęła.

Lektura chyba tylko dla czytelników odpornych na wszelkie rodzaju okropieństwa. Bo nawet jeżeli niektóre historie brzmią zabawnie (o tym jak ktoś fartownie uchodził spod szubienicy lub topora), to w większości przypadków są to obrazy mało przyjemne. Zadziwiające jak wielką pomysłowością wykazywali się ludzie w zadawaniu bólu (zgniatanie lub wybebeszanie przy koniecznym jak najdłuższym zachowaniu przy życiu).

Na pewno ciekawie było poczytać o tych, którzy podejmowali się roli oprawców/katów – to wcale nie zawsze były osoby wyprane z uczuć i emocji. Ich „praca” była służbą społeczeństwu, miała przynosić nie tylko zasłużoną karę, ale i ostrzegać innych przed występkiem. Niestety jak pokazują te historie uśmiercanie wcale nie jest tak proste jak mogłoby się wydawać.

Na pewno brawa należą się za ładne wydanie tej pozycji – Wydawnictwo ZNAK gratulacje!
Uwaga: nie czytać przy jedzeniu!

Tekst: Robert Frączek, www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto: Ewa Milun-Walczak, www.miluna.pl