Szukałem wśród szkiców czegoś ciekawego, co byłoby godne uwagi jako notka nr 3001. Przecież jestem świadom, że pisząc o wszystkim co przeczytam, obejrzę, często operuję ocenami dość średnimi, bo rzeczy fenomenalnych nie trafia się codziennie. Ale ta moim zdaniem na taki tytuł zasługuje. Wśród wielu kryminałów przeczytanych w ostatnich miesiącach ten byłby zdecydowanie na podium i już cieszę się na jego kontynuację (to pierwsza część trylogii której akcja umiejscowiona jest w kraju Basków).

Co mnie tak zachwyciło w „Ciszy Białego Miasta”? Świetne połączenie kilku składników: niebanalnej intrygi kryminalnej, ciekawie zarysowanych postaci, a przede wszystkim prowadzącego sprawę Unai López de Ayala, zwanego Krakenem, tła którym są hiszpańskie miasteczka i ich mieszkańcy, historie które ciągną się czasem wiele pokoleń wstecz. To wszystko tworzy powieść, od  której trudno się oderwać.

Gdy miasteczkiem Vitoria wstrząsa wiadomość o podwójnym morderstwie, z początku nikt nie zdaje sobie sprawy co to będzie oznaczać dla społeczności. Pewne podobieństwo do sprawy sprzed 20 lat dostrzega jedynie kilka osób, a i one nie widzą możliwości działania tego samego sprawcy – przecież morderca dokonujący tamtych zbrodni siedzi w więzieniu, a choć powoli zbliża mu się koniec wyroku, nie mógł tego fizycznie zrobić. Pewne detale są jednak bardzo niepokojące – za każdym razem ginęła wtedy para dzieci, najpierw niemowlaków, potem 5 latków, 10 latków… Ułożenie ciał, pewne symbole, a nawet tożsamość ofiar (zawsze dwuczłonowe, stare nazwiska) teraz zostają powielone. Po pierwszym morderstwie przychodzą kolejne, a na całe miasteczko pada blady strach…
Sprawca wydaje się kompletnie nieuchwytny i coraz bardziej bezczelny, naigrywając się z bezradności policji. Dla Krakena to nie jest zwykłe zadanie, traktuje to bardzo osobiście i choć wiele osób nie ufa w to, że pozbierał się on po rodzinnej tragedii, daje z siebie wszystko. Po to został proliferem, by przewidywać pewne zmiany osobowości, zapobiegać tragediom, ale tym razem czuje nie tylko ogromną presję, ale i bezradność. Nitki do pozbierania jednak są tak cienkie, porwane, że trudno z tego poskładać sensowną całość.

Co z tego, że wiesz jak zabija, skoro nie wiesz kto to jest i gdzie kolejnym razem uderzy.
Dużo tu wątków, postaci, ale nie ma nic zbędnego, wszystko układa się w zgrabną mozaikę – doceniamy to po pewnym czasie. Historia, zabytki, tradycje, problemy życiowe różnych bohaterów, pokazanie różnych grup społecznych, zwyczajów (choćby jedzenia), uroków północnej Hiszpanii, a konkretnie regionu Álavy i w to wszystko jeszcze wpisane okrutne zbrodnie, śledztwo i rozgryzanie przez nas kolejnych sekretów… Oj udało się może nie tyle zmylić naszą czujność, co zbudować takie napięcie, że nawet przewidując pewne wydarzenia i tak się na nie czekało. Akcja nie pędzi cały czas jakoś gwałtownie, tyle że tym razem wcale mi nie przeszkadzało to falowanie, nawet miałem ochotę na kolejne dygresje, po to żeby lepiej poznać jakieś postacie.

Cegła (600 stron) po którą warto sięgnąć, z gwarancją kilku zarwanych wieczorów. Klimatyczne i emocjonujące.

Tekst: Robert Frączek, www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto: Ewa Milun-Walczak, www.miluna.pl

Redakcja Notatnika Kulturalnego dziękuje Hotelowi St. Bruno w Giżycku za udostępnienie idealnych warunków do opracowania książkowego wpisu. Polecamy! www.hotelstbruno.pl