Dobry tekst i ktoś kto potrafi tchnąć w niego życie – tylko tyle albo aż tyle potrzeba do tego, by monodramem podbić serce publiczności. Na pewno jest to trudniejsze niż w przypadku sztuk bardziej rozbudowanych, tu cała uwaga skupia się jedynie na jednej osobie, jeszcze bardziej trzeba być uważnym, dawać z siebie wszystko. I dlatego tym bardziej cieszy się człowiek, gdy trafi na monodram, który spełnia te warunki.

Foto: Grażyna Gudejko

Tekst, którego autorką jest Dorota Macieja (i wyreżyserowany przez Jerzego Gudejko) to opowieść o współczesnych kobietach, o tym z jakimi trudnościami muszą się zmagać, jak często czują się samotne w swoim szarpaniu się z codziennością. Bohaterkę – Monikę Szymańską – poznajemy gdy jest kobietą sukcesu, wymagającą szefową, pracoholiczką, która wymaga najwięcej od siebie. Praca w mediach daje adrenalinę i na życie rodzinne, prywatne zostaje niewiele czasu, ale i to stara się ogarniać niczym kolejny front walk. Co jednak zostanie z jej świata, gdy straci pracę?

Foto: Grażyna Gudejko

Duży dom za miastem, samochód, rachunki, przecież to wszystko kosztuje… A gdzie ten luksus do którego się przyzwyczaiła – kosmetyki, ciuchy, najlepsze jedzenie. Dotąd to ona zarabiała na to wszystko, a facet wygodnie sobie z nią żył, teraz gdy to ona potrzebuje wsparcia, liczyć na niego nie można. Zresztą jak się okazuje na nikogo. Telefon, który kiedyś dzwonił bez przerwy milczy jak głuchy, a dawni znajomi traktują ją jak zadżumioną. Chwila na oddech, zaczyna się coraz bardziej przedłużać i sytuacja zmusza do dokonania sporych przewartościowań w dotychczasowym funkcjonowaniu.

Foto: Grażyna Gudejko

I mógłbym pisać o tym tekście jeszcze długo. Jest w nim i depresja, rozpacz, kryzysy, łapanie się każdej szansy i nadziei, mobilizowanie i upadki, powolne uczenie się zupełnie innego podejścia do wszystkiego. Nie możesz liczyć na swoje pieniądze, na innych, zacznij liczyć na siebie. Jest w tym sporo humoru, ale przede wszystkim dużo życia.
No i jak to jest zagrane!

Foto: Grażyna Gudejko

Jowita Budnik cudownie pokazuje różne nastroje, stany emocjonalne, z ogromną naturalnością i swobodą. Staje przed nami bez żadnych kompleksów, tej konieczności (oj wiele znam takich aktorek) „muszę ładnie wyglądać”, a gdy opowiada te wszystkie swoje refleksje i przeżycia, na chwilę prawie zapominamy, że to jedynie sztuka, a nie prawdziwa historia. Jest miejsce na alkohol, łzy, wściekłość, ale i autoironiczny uśmiech. Bo też właśnie taka jest „Supermenka” – tekst jednocześnie gorzki i zabawny. Po prostu prawdziwy. Tak wiele sytuacji i słów wypowiedzianych (bądź wykrzyczanych) ze sceny, będzie nam wydawać się znajomych. A ten nasz śmiech ma trochę charakter terapeutyczny. Kibicujemy bohaterce, świetnie rozumiejąc przez co musi przechodzić, tak bardzo chcąc jej dać wsparcie i powiedzieć: to nie koniec świata, masz jeszcze wiele przed sobą. Jesteś supermenką… Córką, matką, żoną, szefową, pracownikiem, kucharką, zaopatrzeniowcem, sprzątaczką, specem od logistyki, przyjaciółką, doradczynią, kierowcą, dekoratorką, praczką, opiekunką zwierząt… I weź w tym wszystkim znajdź miejsce na swoje szczęście, którego nie można ci odebrać, które jest zależne jedynie od ciebie i twoich decyzji.
Dobry tekst i świetna aktorka, która sprawia, że on tętni życiem. Wybierzcie się na ten spektakl – można go zobaczyć nie tylko w Warszawie.

Foto: Grażyna Gudejko

Przedstawienie przygotowane przez Teatr Gudejko (gościnnie prezentowane na deskach Teatru Kamienica) na pewno nie jest tylko dla pań, choć one pewnie najlepiej odnajdą się w tym przedstawieniu.

Tekst: Robert Frączek, www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto: Grażyna Gudejko