Przeszłość kryje w sobie masę kapitalnych historii, które są nie tylko interesujące, ale mogą też inspirować, stanowić wzór i kopalnię różnych wartości, przykład tego ile dobrego może dokonać człowiek nawet w trudnych czasach. Gdy dziś na świeczniku królują celebryci
i gwiazdki, które często nie mają zbyt wiele mądrego do powiedzenia, a ich sława jest nieproporcjonalna do „zasług”, przychodzi czasem taka refleksja, że szkoda iż nie czerpiemy więcej z historii. Przecież nie tworzą jej pomniki, tablice i nazwiska w kronikach, to byli żywi ludzie, którzy byli podobni do nas, lubili się bawić, żyć, marzyli, bali się, ale to wszystko potrafili odłożyć na bok, gdy przychodziła potrzeba działania. W momencie próby wykazywali się odwagą, która zadziwia i fascynuje. Ile takich postaci znamy, a o ilu wiemy niewiele, ile historii czeka dopiero na odkrycie. Pamiętacie świetne teksty „Biszopa”
o zapomnianych bohaterach? Każdy kraj pewnie takich życiorysów ma sporo i warto je przypominać.

Książka wydana przez Bellonę, to fabularyzowana biografia o Violette Szabó, postaci u nas raczej mało znanej, ale w Wielkiej Brytanii i we Francji pamięć o niej jest żywa, doczekała się wielu tablic pamiątkowych, wystaw muzealnych, książek i nawet popularnego filmu.
Młodziutka (zaledwie 23 lata w chwili śmierci) dziewczyna była jedną z agentek SOE (Special Operation Executive), czyli Kierownictwa Operacji Specjalnych, jednostki wywiadu powołanej w 1940 roku przez Churchilla, której zadaniem były działania na terenach okupowanych przez Niemców, wspieraniu ruchu oporu i współpraca z nimi w działaniach dywersyjnych, czy szpiegowskich. O tym jak trudne stawiano przed nimi zadania i jakie wiązało się z nimi ryzyko, świadczą zarówno specjalne szkolenia agentów, utrzymywanie ich działań w głębokiej tajemnicy oraz niestety wcale nierzadkie przypadki śmierci w trakcie wykonywania misji. Często musieli działać w pojedynkę i bez broni, w terenie, który znali jedynie z teorii, podejmując niełatwe decyzje komu mogą ufać, nieustannie narażeni na wpadkę. Znajomość języka, umiejętność wtopienia się w miejscowe otoczenie, dobre papiery, czasem nie wystarczały, a w razie złapania, bez munduru, nie mogli być nawet traktowani jako żołnierze. Czekało ich brutalne przesłuchanie, śmierć i zwykle również zatarcie wszystkich śladów po ich istnieniu.

I teraz wyobraźmy sobie w takiej roli młodą i piękną dziewczynę, która zrzucona ze spadochronem na teren okupowanej Francji musi wykonać jakieś zadania, przemieszczać się na dużym terenie, sporządzać notatki z obserwacji i przekazywać je na bieżąco do Anglii, dotrzeć do do ludzi, którzy zostali na terenie rozbitych siatek ruchu oporu, przekazywać pieniądze, zbierać prośby o zrzuty broni i namawiać do działań dywersyjnych. Ileż trzeba mieć odwagi, by podejmować się takiej misji, by zostawić w kraju rodziców, małą córeczkę i ryzykować własne życie po to, by choć jeden dzień przybliżyć klęskę wroga. Violette Szabó dwa razy realizowała takie wyprawy i wszystkim wryła się w pamięć jej determinacja, męstwo, dar rozmawiania z ludźmi, dzięki którym pokonywała lęk, podejmowała się nawet najbardziej ryzykownych zadań, realizowała je z powodzeniem. Nie było to łatwe, bo Niemcy z okrucieństwem mścili się za wszystkie działania przeciwko nim, aresztowaniami obejmując nie tylko podejrzanych, ale całe ich rodziny, a i w samym ruchu oporu nie było jedności, wiele ugrupowań działało na własną rękę, ignorowało innych (np. ugrupowania o poglądach komunistycznych). Za drugim razem coś zawiodło, może zabrakło trochę szczęścia, a może jej przeczucia, że ktoś zdradził nie były przesadzone. W trakcie ucieczki potrafiła jeszcze skutecznie zadawać rany wrogom, a schwytana przez wiele dni, nie dała się złamać w przesłuchaniach, tak by dać czas na ewentualne zmiany kryjówek. Alianci byli już w Normandii, front przesuwał się na wschód, ale niestety nie doczekała końca wojny, została rozstrzelana, zgodnie z rozkazami, by zgładzić wszystkich agentów wywiadu brytyjskiego w obozie Ravensbrück.

Za jej działalność, osiągnięcia i bezprzykładną odwagę jako jedna z pierwszych kobiet została odznaczona pośmiertnie Krzyżem Jerzego – najwyższym cywilnym odznaczeniem państwowym.

Teraz jej córka – Tania Szabó, zebrała wszystkie informacje, wspomnienia tych, którzy ją spotkali, by przypomnieć postać matki, nadać jej na nowo życie. Krok, po kroku przedstawia nam ostatnie dwa lata (również koszmarne warunki obozowe), starając się nakreślić jak najszerszy obraz sytuacji, w jakiej działała Violette. Chwilami niełatwo to się czyta, bo czujemy się zasypani masą informacji na temat struktur francuskiego ruchu oporu, masą nazwisk i nazw organizacji, autorka ma też niestety zwyczaj wtrącania w wydarzenia wiedzy na temat dalszych losów różnych postaci, co wybija nas z rytmu fabularyzowanej opowieści. To wszystko nie zmienia jednak faktu iż sama historia jest bardzo ciekawa, a książka w bogaty sposób ją dokumentuje (są również zdjęcia z prywatnego archiwum Tani Szabó).

Warto sięgnąć po tę pozycję, pokazującą że w trakcie wojny na ordery i zaszczyty zasłużyli nie tylko żołnierze służący na pierwszej linii frontu, ale cała masa ludzi, również cywilów, dzięki którym wielu chłopaków w mundurach mogło uratować swoje życie.

Tekst: Robert Frączek, www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto: Ewa Milun-Walczak, www.miluna.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here