Serial „Belle Epoque”, który był mocno promowany tej wiosny już za nami, w pamięci zostały świetne zdjęcia, kostiumy, scenografie, ale jeżeli komuś spodobały się takie klimaty i polubił bohaterów filmu, ma możliwość sięgnięcia po książkę, która wyszła spod piór autorów scenariusza:Marka Bukowskiego i Macieja Dancewicza. „Najdłuższy dzień” nie jest wiernym odtworzeniem żadnego z odcinków, raczej pogłębieniem pewnych wątków, rozbudowaniem tła tej historii, np. lepiej poznajemy przeszłość głównego bohatera, czyli Jana Edigeya-Koryckiego. Skąd w nim tyle goryczy, brak przywiązania do domowych pieleszy i umiłowanie wolności? Przybywa do Krakowa tylko dlatego, że dowiaduje się o śmierci swojej matki, ale zostanie tu dłużej, gdy okaże się, iż jej śmierć nie nastąpiła z przyczyn naturalnych. Zagadka do rozwiązania, przyjaciel pracujący dla policji i wewnętrzny ból, który pcha go do działania – to wystarczyło, by rzucić się w wir prywatnego śledztwa.

Z pomocą Janowi, w poszukiwaniu mordercy, ruszają także doktor Henryk Skarżyński i jego siostra Weronika. Oboje pracują w policyjnym laboratorium, dzięki czemu autorzy podsuwają nam sporo ciekawostek na temat tego jak wtedy wyglądała praca dochodzeniowa na przełomie XIX i XX wieku. Fantazja i pomysły laboratoryjne ze współczesności (amerykańskie seriale się kłaniają, bo dużo przełomów w śledztwie dokonuje się właśnie w ten sposób) mieszają się w fajny sposób, a jeżeli ktoś chce podłubać głębiej, może sobie wypisać różne cytowane nazwiska prekursorów z dziedziny kryminalistyki i posprawdzać w literaturze.

Laboratorium policji w Krakowie bardziej przypominało muzeum osobliwości niż placówkę, w której powinna panować nauka i jej reguły. W istocie trudno byłoby doszukać się jakiejś myśli sprawczej porządkującej ten bałagan.

Ta trójka będzie starała się podsunąć jakieś tropy policji cesarskiej. Nie oszukujmy się, dotychczasowe metody śledcze polegały najczęściej na łapaniu w najbardziej podejrzanych dzielnicach kogoś, kto miał w kartotece podobne przewinienia, a szczytem naukowego podejścia dla prowadzącego dochodzenie komisarza Rudolfa Jelinka jest frenologia, wszystko inne to jakieś wymysły nie prowadzące do niczego. Działając w dotychczasowy sposób policja jednak jest kompletnie bezradna wobec seryjnego mordercy, który najwyraźniej sobie z nich po prostu kpi. Pośpiech jest wskazany, bo nastroje są bardzo złe – społeczeństwo już wymyśliło sobie mordy rytualne dokonywane przez Żydów i szykują się pogromy.

Retro kryminały dziś są bardzo modne, nie tylko ze względu na jakąś zawartą intrygę, tajemnicę, odgadywanie sprawcy przez czytelników, ale również ze względu na okazję poznania bliżej historii jakichś miejsc, ich niepowtarzalnego klimatu, który dziś jest już najczęściej nie od odtworzenia. Tak też jest i w „Najdłuższym dniu” . Kraków z przełomu wieków, boryka się z wieloma problemami, choć bogatsi mieszkańcy, wydają się tego nie dostrzegać, skupieni na swojej dumie albo też kompleksach. W końcu miasto traktowane było raczej jako leżące na uboczu, mało istotne (pewnie określenie prowincja by krakusów obraziło) dla cesarstwa.

Jeżeli Kraków uznać za biedny, to Kazimierz trzeba nazwać obrazem nędzy. A ta część, do której zmierzał Jan, była wyjątkowo uboga i zaniedbana. Jan postanowił pójść na skróty i mocno tego pożałował. Szedł chodnikiem, uważając, gdzie stawia stopy. Wszędzie walały się śmieci, a rynsztokami płynęła wielobarwna ciecz.

Sprawa ciekawa, śledztwo powikłane i wcale nieoczywiste, ci którzy lubią kryminały retro, powinni być raczej usatysfakcjonowani, choć akcja snuje się dość wolno. Mam jednak wrażenie, że sięgamy po tego typu historie nie tyle dla samych opisów zbrodni, zagadek, łapania przestępców, ale dla tła, w jakim są one osadzone, a tu jest ono bardzo interesujące. Kraków w „Najdłuższym dniu”, pokazany bardziej od strony biedniejszych warstw mieszkańców, podejrzanych zaułków, knajp, straganów, prostytutek i złodziei. I to jest na pewno plus tej lektury, ta przepaść jaka była mocno zauważalna między rodzącym się postępem, który dostrzegała garstka i masami biedoty, martwiącymi się jedynie o przetrwanie kolejnych kilku dni.

Nudy na pewno nie ma. Warto polecić, nie tylko tym, którzy serial oglądali, ale również tym wszystkim, którzy lubią powieści z tłem historycznym.

Tekst: Robert Frączek www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto: Ewa Milun-Walczak www.miluna.pl

Zapisz

Zapisz