„Odrodzone królestwo”, czyli trylogia o losach państwa polskiego za czasów rozbicia dzielnicowego, z tomu na tom coraz bardziej się rozrastała, dochodziły kolejne wątki
i postacie, a efekt jest naprawdę epicki. Niedawno ukazał się trzeci i ostatni tom cyklu
pt. „Niewidzialna korona” i Elżbieta Cherezińska zapowiada, że na razie chce trochę odpocząć od pisania książek – teraz czas na prace nad scenariuszami. To z jednej strony martwi, bo aż by się chciało więcej tak porywających powieści, ale skoro mamy szansę
na równie porywający film. Co tu dużo gadać, w tym kominku o nazwie „polska historia”
już dawno nikt nie rozpalił takiego ognia. A przecież jako naród podobno lubujemy się
w rozgrzebywaniu przeszłości, najczęściej jednak nie zagłębiamy się w nią za bardzo, zatrzymując się na powierzchownym przekonaniu, że nasza historia jest wyjątkowa
i powinniśmy być z niej dumni. Czy można pisać o naszych władcach, przywódcach bez patosu, z pasją, pokazując ich nie jako sztywne kukły, ale ludzi, którzy cierpią, kochają, wściekają się i ponoszą porażki? Cherezińska udowadnia, że jak najbardziej. Sięga do źródeł, grzebie w kronikach, podaje na tacy daty, miejsca, postacie, ale to wszystko u niej ożywa i staje się nie tyle odtworzeniem historii, ale teatrem w którym ci wszyscy ludzie stają się wyjątkowo bliscy. Niby całymi sobą tkwią w epoce, w tamtym sposobie patrzenia na świat, zasadach, wartościach, tyle że okazują się one wcale nie tak odległe od naszych, a emocje jakie kotłują się w tych ludziach, są tak dla nas zrozumiałe, tak czytelne.

W sporze czy to jeszcze powieść historyczna, czy może jednak fantasy w realiach bardziej nam znanych, stanę na stanowisku, że chyba bliżej autorce do faktów. Oczywiście obudowuje je zdarzeniami, które sama wymyśla, symboliczne, czy mające wpływ na losy ważnych dla niej postaci, wprowadza stworzone przez siebie sytuacje, bohaterów, dialogi, czasem elementy magii (wojownicy Trzygława, kobiety starej krwi). Moim zdaniem
to jednak jedynie pewna scenografia, by pokazać nam to co najważniejsze: ludzkie ambicje, decyzje, marzenia, lęki, dramaty, obsesje, chwile szczęścia i smutki, które miały wpływ na taki, a nie inny przebieg wydarzeń. To właśnie ożywia suche zdania
z podręczników i poważnych książek, w których przeciętnemu człowiekowi trudno dojrzeć prawdziwe życie. Napadli, zdradzili, zniszczyli, polegli, walczyli, wygrali, doszli do zgody, stracili szansę, wzmocnili się… Przyczyny, przebieg, skutki, czyli cały ciąg przemyśleń
i analiz, dzięki któremu możemy lepiej coś zrozumieć, u Cherezińskiej dodatkowo obudowany jest uczuciami. I chyba dzięki temu czytają ją nie tylko pasjonaci historii,
ale i kompletni laicy, którzy dotąd po powieści historyczne nie sięgali. Znaleźć tu można
i romans i walkę o władzę. Krwawe bitwy, jak i zimne intrygi. Zbrodniarzy i świętych (albo prawie świętych).

„Płomienna korona” to ponad 1000 stron lektury, która pokazuje nam dość krótki okres czasu, od powrotu Władysława Łokietka z banicji, aż po koronację na króla Polski.
Ale przecież to musi być nudne, ktoś może zakrzyknąć. O, jak bardzo się pomyli.
I nie chodzi tu jedynie o to, że wokół księcia naprawdę wiele się działo i jego droga
do zjednoczenia pod swym panowaniem ziem dawnego królestwa była bardzo mozolna,
ale raczej o fakt iż Cherezińska pokazuje nam tamten okres z różnych perspektyw: czeskiej, krzyżackiej, brandenburskiej, tych którzy sprzyjali Łokietkowi, tych którzy go lekceważyli i tych, którzy postanowili stanąć z nim do walki. Więcej nawet miejsca poświęcone jest tu wątkom, które nie są związane z działaniami przyszłego króla i dopiero
z kolejnymi rozdziałami widzimy jak to wszystko układa się w spójną historię, jak to wszystko było połączone. Od tego co działo się na jednym dworze, zależały często losy bitew i konfliktów w ościennych krajach. Kto poprze, kto się sprzeciwi, za kogo wydać córkę, a z kim zeswatać syna, komu coś obiecać, a gdzie pogrozić palcem – oto część tego co tworzy wielką politykę, a mało myślimy o takiej perspektywie patrząc na podręcznik historii. To taka nasza wersja „Gry o tron”.

Tu nawet trudno w jakikolwiek sposób odnieść się do fabuły, bo jest tak rozbudowana, że nie ma co próbować jej streszczać. Może co najwyżej mógłbym wskazywać swoje ulubione wątki, bohaterów, wyrażać zdziwienie jak niektóre wątki zostały urwane albo ile miejsca poświęcono komuś, kto wydaje się wcale nie najważniejszy w tej historii (np. ciekawy, ale bardzo rozbudowany wątek królowej Rikissy, czy też po prostu Ryksy). To jednak kwestia już własnych ocen i nie chcę ich narzucać innym.

Po przeczytaniu trylogii o odrodzonym królestwie pewnie będziemy trochę inaczej patrzeć na Łokietka. Może też niektórzy zaczną troszkę bardziej interesować się historią nie tylko naszego kraju, ale i tym co działo się wokół nas. To przecież wydarzenia na pewno dużo ciekawsze niż romanse na dworze sułtańskim (ech, telewizjo „publiczna” w ramach misji naprawdę można by pokazywać dużo ciekawsze rzeczy). Trzymam więc kciuki za serial według powieści Cherezińskiej! Materiał na to na pewno w „Płomiennej koronie” jest.

Rozmiar powieści może przestraszyć, wielość postaci też, warto jednak się z tą lekturą zmierzyć. Nie wszystko mnie tu zachwyciło, niektóre wątki trochę nużą i wydają się zbyt rozrośnięte, można się czepiać też tego, że gdy skupiamy się na emocjach, tracimy z oczu być może bardziej konkretne przyczyny i skutki. Ale wiecie co? Przecież to nie jest podręcznik. To powieść i autorka ma prawo do własnej wyobraźni, wizji. I trzeba przyznać, że robi to bardzo dobrze.

Tekst: Robert Frączek www.notatnikkulturalny.blogspot.com
Foto: Ewa Milun-Walczak www.miluna.pl

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here